Star Wars Games Strona Główna Star Wars Games
Polskie forum SW Miniatures, SW X-Wing oraz SW PocketModel

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
ForceFCCG

Poprzedni temat «» Następny temat
Opowiadanie
Autor Wiadomość
Sev 


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 328
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-01-22, 15:52   

Dark Farcja: Na razie nie mam żadnego nowego pomysłu, ponieważ cały czas pracuje nad szczegółami pierwsze opowiadania. A ponieważ jestem tylko zwykłym klonem, nie umiem skupić się nad dwoma pracami jednocześnie.

A co do "zwycięstw" imperium: kiedyś wyczytałem takie zdanie: Myśliwce typu TIE są bardzo dobrze, gdy walczą z przewagą liczebną. Najlepiej 5 do 0." Koniec cytatu :mrgreen:
_________________
Fixer: "More Geonosians incoming!"
Sev: "Great. More bugs, more kills."
 
 
 
dyndo sydius 


Wiek: 25
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 165
Skąd: Wyszków
Wysłany: 2008-01-22, 19:49   

Możesz napisać o jakimś szarym człowieku którego nie obchodzi kto rządzi bo ani Republika ani Imperium nic mu nie pomogło.

Albo o jakimś żołnierzu (nie komandosie ani z rzadnych służb specjalnych), który walczy na froncie, widzi swoich tragicznie umierających przyjaciół, musi przeżyć bo ma żone, dzieci itd.

:mrgreen: :-P :lol: :mrgreen: :-P

Ewentualnie przygody szalonego taun tauna lub pchły wampy :mrgreen:


I jeszcze popieram DARK FARCJĘ ;-)

Tylko czy aby na pewno
DARK FARCJA napisał/a:
IMPERIUM WYGRA KAŻDĄ WOJNĘ!!!!
:?:

W końcu to było dawno dawno temu :-D
_________________
Moje WANT!!!

Dawny nick - jacosjacos
 
 
 
Sev 


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 328
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-01-22, 20:21   

jacosjacos: Właśnie to mi chodzi po głowie od ponad roku. Nie wiedziałem tylko, czy pisać w tematyce SW, czy II wojny światowej. Teraz już się zdecydowałem.
_________________
Fixer: "More Geonosians incoming!"
Sev: "Great. More bugs, more kills."
 
 
 
dyndo sydius 


Wiek: 25
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 165
Skąd: Wyszków
Wysłany: 2008-01-22, 22:35   

Sev: Jeżeli mogę wybierać pomiędzy historią Ziemi a historią Galaktyki zawsze wybieram tą drugą :-D
_________________
Moje WANT!!!

Dawny nick - jacosjacos
 
 
 
Sev 


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 328
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-01-29, 22:05   

Statek zaczął się trząść niczym mała zabawka w ręku dziecka. Na szczęście, statki były prowadzone przez doświadczonych pilotów, którzy brali jeszcze udział w bitwie o Endor. Z każdą chwilą wstrząsy były coraz mniejsze, aż w końcu całkowicie ustały.
- Witamy na Naboo – mruknął Corran, po czym wyszedł ze swojego przedziału i zawołał – Na stanowiska!. Komandosi po kolei wychodzili ze swoich komór i ustawiali się przy wyjściu, z bronią gotową do strzału. Chociaż lądowanie miało odbyć się po cichu i bez walki, żołnierze Rebelii wiedzieli, iż plany a rzeczywistość to bardzo często dwie zupełnie różne rzeczy.
- 15 sekund do lądowania! – zawołał pilot z kabiny – Niech Moc będzie z wami! Horn wymacał znajomy kształt medalionu pod grubym materiałem kurtki. Medalion, który otrzymał od swojego ojca, traktował niczym talizman. „Nie zawiedź mnie i dziś” pomyślał, poprawiając pas z amunicją.
10 sekund.
Nagle Corran usłyszał przeraźliwy krzyk w swojej głowie. Jęknął cicho. Kolana ugięły się pod nim, lecz nie upadł.
5 sekund.
Ten głos musi coś znaczyć. To krzyk. Nie strachu, nie przerażenie, lecz…
0 sekund.
Krzyk bólu.
Śmierć.
Zasadzka!
Drzwi LAAT-a przesunęły się w prawo, wpuszczając promienie słońca do środka statku. Dowódca z przerażeniem patrzył na scenę, która właśnie się przednim rozgrywała. Wszystko jakby nagle zwolniło. Pierwszy wyskoczył z pokładu Gandyjczyk, Ooryl Qrygg. Natychmiast skierował się w kierunku leżącego pnia drzewa, by tam znaleźć schronienie. Nagle dwa laserowe strzały przemknęły tuż koło jego głowy. Zaskoczony, na sekundę zwolnił swój bieg. Trzeci strzał nie chybił. Laserowy promień trafił go centralnie w głowę, zamieniając ją w skwierczące resztki. Na ten znak, z kierunku lasu zaczęły lecieć dziesiątki strzałów w kierunku statków komandosów.
- Zasadzka!!! – wrzasnął Horn, rzucając się do burty statku, by uzyskać osłonę – Pilot, zabieraj nas stąd!!.
Komandosi momentalnie zrozumieli, iż są atakowani, i tak jak Corran, zaczęli szukać schronienia w postaci wnętrza statku,
- Srebrny, do cholery, leć!! – Horn obejrzał się i zamarł. Kabina pilota przypominała gigantyczną kulę spalonego plastiku. Po pilotach została tylko spalona ręka, leżąca na szczycie tej figury. Corran powoli przełknął ślinę. „Jesteśmy tu uwięzieni”. Nagle usłyszał huk, który mógł oznaczać tylko jedno: połowa jego oddziału, wraz ze statkiem wyleciała w powietrze. Pozostali sami. Sami, przeciwko wrogowi, którego nawet nie zobaczyli. Przerażony obrócił się w momencie, gdy kolejny członek oddziału, Erisi Dlarit, została trafiona w płuca. Siła strzału rzuciła nią niczym szmacianą lalkę na przeciwległą ścianę statku. Jej ciało upadło bezwładnie na pokład. Nie żyła. Dowódca rozejrzał się po wnętrzu statku. Masakrę przetrwał tylko on, Navara Ven oraz Wes Janson. Obaj komandosi wyglądali na opanowanych, lecz ich oczy mówiły, iż są przerażeni.
Niespodziewanie, strzały na zewnątrz ucichły. Nad polem bitwy zapanowała niezwykła cisza. Corran słyszał tylko swoje dyszenie. Niespodziewanie usłyszał głos:
- Rebelianccy żołnierze! Wyrzucie swoją broń ze statku i wyjdźcie z rękami do góry! To wasza jedyna szansa poddania się! Nie ma żadnej alternatywy!
Horn popatrzył pytająco na swoich towarzyszy. Ich wzrok mówił jedno: jeżeli wyjdziemy, zabiją nas. On był tego samego zdania. Powinni walczyć do końca i zabrać ze sobą tak wielu, ilu zdołają. Nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł. Wyszczerzył zęby w uśmiechu:
- Navara, Wes, mam plan….

Generał wojsk Imperialnych, Kirtan Loor, uśmiechnął się z satysfakcją. Właśnie udało mu się rozbić w pył oddział rebeliantów. Nie wiedział dokładnie, jaki był ich cel. Po zbadaniu ich ekwipunku łatwo będzie odgadnąć, jakie były ich zamiary. Kolejny sukces na koncie. „Może nareszcie uzyska wymarzony awans? Może ktoś w Centrum Imperialnym zauważy moje osiągnięcia?”
Jego rozmyślania zostały przerwane przez jednego ze szturmowców, który przybiegł do niego z nowymi informacjami.
- Sir, rebelianci się poddają.
- Doskonale! – zawołał Kirtan, wyjmując swoją nanolornetkę i przykładając ją do oczu. Trójka rebeliantów bez bronii szła w jego kierunku z rękami założonymi za głowy. „Pełne zwycięstwo!” ucieszył się w duchu dowódca, wychodząc wrogowi naprzeciw. Za nim podążała 9 szturmowców, którzy w każdej chwili byli gotowi zastrzelić wroga. Imperialni poruszali się szybciej, jakby chcieli szybciej dokończyć swoje zwycięstwo nad przeciwnikiem. Obie grupy spotkały się w połowie drogi.
- I po co tu przylatywaliście, rebelianckie ścierwa? Nikt nie ma szans z potęgą Imperium! – Loor zaśmiał się tryumfalnie. Po chwili spoważniał i zapytał się:
- Kto z was jest dowódcą? - Z szeregu wystąpił Corran.
- Kapitan sił Nowej Republiki Corran Horn. Wraz ze swoimi żołnierzami poddaję się.
Kirtan prychnął pogardliwie:
-Zabrać ich stąd! – zawołał do szturmowców.
- Generale, chciałem jeszcze coś powiedzieć.
Słowa te były całkowitym zaskoczeniem dla Loora. Odwrócił się powoli i popatrzył zdziwiony na Horna.
- Chciałem powiedzieć, iż możecie niszczyć nasze planety…
Pozostała dwójka komandosów podniosła głowy.
- Zabijać naszych braci, siostry, ojców, matki…
Navara Ven rozluźnił zaciśnięte dłonie.
- Prześladować naszych braci…
Twilek wypuścił z ręki detonator.
- Ale nigdy nie zabierzecie nam jednej rzeczy: wolności.
Detonator uderzył o ziemię,
Sekundę później cała polana zamieniła się w gigantyczną kulę ognia.
W ciągu ostatniej sekundy, Corran zobaczył całe swoje życie przed oczami. I mógł spokojnie powiedzieć, z uśmiechem na ustach, iż niczego, od wstąpienia do KorSeku aż do udziału w tej misji, nie będzie żałował


KONIEC




Opowiadanie jest krótsze, niż początkowo planowałem. W najbliższym czasie postaram się dokończyć drugie zakończenie.
_________________
Fixer: "More Geonosians incoming!"
Sev: "Great. More bugs, more kills."
 
 
 
Ki Adi Mundi 


Allegro nick: ki-adi-mundi
Wiek: 32
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 598
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2008-01-30, 10:52   

przeczytalem do momentu jak zastrzeliles Ooryla... ja na miejscu doswiadczonego zolnierza czy pilota jakim byl Ooryl bym sie rzucil w te krzaki czy dokad on tam biegl, a nie przystawal. Zupelnie nie logiczne.
oprocz tego, nie mozna kogos trafic w pluca, najwyzej piersi, czy klate.
Mowa Corrana jest strasznie pompatyczna i bez sensu. Mowi o odbieraniu wolnosci w momencie kiedy ja traci. Jakis absurd. Poza tym w momencie kiedy szturmowcy do nich dobiegli, natychmiast zabraliby mu denonator...
Zakonczenie troche rozczarowoje, bo jak Corran mowi ze ma plan, to sie czlowiek spodziewa ze jakos sie wylga z tej sytuacji, a tymczasem usmazyl i siebie, i swoich towarzyszy.
poza tym kosmetyka:
"Na szczęście, statki były prowadzone przez doświadczonych pilotów, którzy brali jeszcze udział w bitwie o Endor"
nie lepiej by brzmialo:
"Na szczęście, statki były prowadzone przez doświadczonych pilotów, weteranow Bitwy o Endor"?

ale to tylko ja sie czepiam ;) jak i tak sam bym lepiej tego nie napisal :D
_________________
szczesliwy posiadacz 73 Ewokow, 52 Ewok Warriorow, 28 Ewok Scoutow, 10 Ewockich Lotni, Lograya i Wicketa :D
populacja plemienia: 165 :D

May the Fur be with You!

Kupie Ewoki wszelkie w ilosciach hurtowych :)
 
 
Sev 


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 328
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-01-30, 16:03   

Co do Orryla, to napisałem, że zwolnił , a nie się zatrzymał. Choć rzeczywiście, brzmi to troszkę niejasno. Co do zakończenia to nie miałem zbytnio pomysłu, a na dodatek musiałem skrócić całe opowiadanie prawie o 3 strony. Zdaje sobie sprawę, iż zakończenie może wydawać się trochę pompatyczny. Jednak takie zakończenie muszę dać, ponieważ inaczej nie zmieszczę się w wymaganym formacie. Postaram się dać inne zakończenia, gdy znajdę trochę wolnego czasu. Dziękuje bardzo za uwagi.
Co do sprawdzenia przez szturmowców, to Loor był tak pewny siebie, iż nawet nie kazał sprawdzić przeciwnika.
_________________
Fixer: "More Geonosians incoming!"
Sev: "Great. More bugs, more kills."
Ostatnio zmieniony przez Sev 2008-01-30, 16:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
MiKaj 
Geniusz


Allegro nick: mikaj001
Wiek: 26
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 719
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-30, 16:12   

Myślę, że do takiej misji bardziej nadawaliby się piloci eskadry Widm, niż Łotrów. No i z kanonem to nie wiele ma wspólnego, Coran żył jeszcze bardzo długo, reszta jego towarzyszy też zginęła inną śmiercią.
Ale z samej fabuły opowiadanie bardzo mi się podoba. 8-)
_________________
Learn about art, Captain. When you understand a species' art, you understand that species.
 
 
 
Sev 


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 328
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-01-30, 16:17   

To był mój główny problem: nie umiałem wymyśleć imion pasujących do SW. Postanowiłem użyć takich, które znam osobiście. To, że nie jest ono kanoniczne, było założone już na początku. Za mało znam świat SW, by pisać coś kanonicznego.
_________________
Fixer: "More Geonosians incoming!"
Sev: "Great. More bugs, more kills."
 
 
 
sŁawek 
Caedus jest brzydki!

Wiek: 24
Dołączył: 03 Sty 2008
Posty: 94
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-02-26, 17:20   

Witajcie.
Chciałem zamieścić swoje opowiadanie (jeszcze nie całe). Jest mi ono potrzebne do pewnego podania, więc mówcie mi co jest źle, co powinienem zmienić.

Był to spokojny słoneczny ranek. Oba słońca Tatooine nagrzewały dachy budynków w pobliskim Mos Esley. Savek Thawar, zwykły miejscowy człowiek, w wieku 17 lat, jak zwykle przechadzał się ulicą obok lądowisk dla statków. Uwielbiał widok jak jakiś duży transportowiec lub inny statek przylatywał do portu. Jak każdy inny, Savek miał marzenie: podążyć w ślady legendarnego bohatera, Luka Skywalkera, który pokazał, że nawet chłopak z odległego Tatooine może być kimś wielkim. Wieczorami rozmyślał, co by było, gdyby nagle wylądował przed jego domem statek, wysiadł z niego człowiek ubrany w szaty Jedi, i powiedział: „Wskakuj do statku, lecimy Na Yanin IV, do Akademii. Tam wyszkolimy ciebie na Rycerza Jedi, żebyś mógł pomagać innym i ratować galaktykę…”. Lecz to pewnie były tylko marzenia. „Ech, przecież w galaktyce jest mnóstwo takich jak ja. Nie ma szans żeby wybór mistrzów padł akurat na mnie.” - rozmyślał Savek. Powoli tracił nadzieję, że czegoś dokona. Że zostanie kimś. Zapewne lepiej zostać Jedi, niż Sithem. Może i ci drudzy byli potężni, ale zawsze kończyli tak samo. Oni byli sługami Ciemnej Strony Mocy, karmionej gniewem i uczuciami których Jedi musi się ustrzec.”
-Alarm! Jeźdźcy Tusken atakują! – Czyjś krzyk przerwał jego rozmyślania.
„Przez te wszystkie rozmyślania straciłem poczucie czasu!” – Zdenerwował się Savek. – Lecz chyba nie ma powodu, żeby się martwić, w końcu mamy wieżyczki, a brama jest dosyć gruba, powinna wytrzy….” Nagle uwagę chłopaka skupił wybuch w okolicach wschodniej bramy. Savek zaczął biec w tym kierunku, żeby zobaczyć co się stało. Na miejscu zastał dość duży krater. Cała brama była zniszczona, dookoła leżało mnóstwo ludzkich szczątków. Zapewne byli to klienci pobliskiego bazaru z którego już nic nie zostało. „To nie mogli być Tuskeni, oni nie mają wyrzutni rakiet ani detonatorów. To musiał być jakiś żołnierz profesjonalnie wyszkolony.” Nagle wszystko stało się jasne, gdy Savek zobaczył w oddali szturmowca. „Resztki imperium. Myślałem, że po śmierci Dessana z rąk Kyla Katarna nie ma już żadnych przywódców imperialnych.” Jego rozmyślania trwały by pewnie długo, gdyby nie to, że ktoś zaczął go ciągnąć za rękaw. To był Salesh, miejscowy dowódca straży. Kiedyś podobno był mandalorańskim najemnikiem.
-Thawar, rusz się, ewakuujemy tą część miasta. Niebawem nadejdą szturmowcy.
-Dobrze proszę pana, ale co się tu dokładnie dzieje?
-Nie ma czasu na pytania, musimy uciekać. Twoja matka jest już w schronie.
-Ale..
-Rusz swoje shebse ty di’kucie. Powiedział po Mandaloriańsku Salesh.
Savek bez słowa pobiegł w stronę rynku, gdzie znajdował się schron…
W środku schronu było ciemno. W sali siedziało mnóstwo osób. Podążając od ludzi, po Trandoshan, Rodianinów i Weeqayów. Savek po chwili dostrzegł jego matkę siedzącą obok ich droida domowego.
-Och, Savek, dobrze, że jesteś. Martwiłam się o ciebie. Gdzie byłeś?
-Przepraszam matko, że odszedłem tak daleko. Zamyśliłem się.
-To typowe dla ciebie.- Westchnęła matka.-Ale już dobrze, przebaczam ci. Usiądź. Wiesz co się dzieje?
-Podobno Tuskeni zaatakowali miasto, ale według mnie to nie byli oni. Widziałem na własne oczy szturmowca. – Odpowiedział Savek.
-Szturmowca, ale to niemożliwe.
-Wiem, że to brzmi dziwnie, ale tak było. Muszę pogadać o tym z Saleshem. Gdzie stacjonują żołnierze? – Zapytał Savek.
-W małym pokoju, na wschód stąd. – Odpowiedziała matka. -Możliwe, że będę musiała się przenieść. Gdybyśmy się pogubili, weź to. – Powiedziała i wręczyła Savekowi mały pakunek.
Chłopak otworzył woreczek. W środku znajdował się blaster i trochę kredytów.
-Ale, mamo.. – zaczął mówić.
-Trwa bitwa, mogę zginąć i co wtedy? – powiedziała smutnym tonem. Po prawym policzku spłynęła jej łza. - Musisz radzić sobie sam. Żegnaj.
Savek chciał coś powiedzieć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu.
- Idź. Musisz się pośpieszyć.
-Tak matko. – Spuścił głowę, odwrócił się i pobiegł
.
-Czy ktoś mi powie do cholery co tu się dzieje? – krzyknął Salesh.
Mamy dwadzieścia, podkreślam dwadzieścia, wież w mieście i żadna z wart, które się na nich znajdowały NIC nie zauważyła? – Krzyczał.
-A-a-ale… - Odezwał się jeden z szeregowych.
-Nikt ciebie nie pytał o zdanie kretynie! – Wrzasnął i uderzył pięścią w stół, przewracając kubek z kafeiną. – Też mi armia. Nawet nie wiemy kto nas atakuje. Na pewno nie są to tuskeni, jak krzyczał chłopak z 4 warty. Mocno bym mu przywalił gdyby nie to, że siedział na bramie, którą coś wysadziło.
-Ja wiem co się stało. – Odezwał się spokojnie Savek, który właśnie wszedł. – Na własne oczy widziałem szturmowca.
-Niby czemu mamy ci wierzyć? – zapytał Salesh.
-Wyślij zwiadowcę, to się przekonasz. – Odparł lekko zdenerwowany Savek.
-Jakbym już tego nie zrobił… Nie wraca od trzech godzin. Lecz może powinniśmy…
Nagle całą salę wypełnił ogłuszający hałas. Savekowi zaczęło się kręcić w głowie. Kątem oka zauważył jak kawałek sufitu spadł na jakiegoś człowieka.
Uświadomił sobie po chwili, że cos musiało uderzyć w budynek. Oszołomiony doczołgał się pod stół. Spostrzegło Salesha, który coś do niego krzyczał, ale chłopak go nie rozumiał, ponieważ ogłuszył go huk. Sądząc po jego gestykulacji, musieli uciekać. W tejże chwili dało się błyszczeć kolejny łomot. Savek próbował biec, lecz coś uderzyło go w głowę i stracił przytomność…


Kontynuacja nastąpi... ;)
 
 
 
MiKaj 
Geniusz


Allegro nick: mikaj001
Wiek: 26
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 719
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-02-26, 17:27   

Całkiem fajne. Tylko co w Mos Eisley, gdzi każdy dba tylko o swoją skórę robi jakaś armia najemników z 20-stoma wieżyczkami? I kto ją opłaca?
Ale to tylko kawałek i mam nadzieję że dalsza część usunie niejasności :)
_________________
Learn about art, Captain. When you understand a species' art, you understand that species.
 
 
 
sŁawek 
Caedus jest brzydki!

Wiek: 24
Dołączył: 03 Sty 2008
Posty: 94
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-02-26, 17:54   

Napisałem że Salesh był kiedyś najemnikiem. Teraz pracuje w miejscowej wojskowej placówce. To opowiadanie potrzebne jest mmi do opisu swojej postaci (Savek)
. Zapisuje się do Akademii Jedi (modyfikacja do JA gdzie nie ma botów, na początku uczą cie podstaw instruktorzy, zapraszam wszystkich na www.ordmentel.fora.pl ) i tam wymagana jest krótka opowieść o twojej postaci.

Pozdrawiam
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 12